Dziękuję księdzu Tadeuszowi Górskiemu ze zgromadzenia Marianów w Warszawie za udostępnienie materiałów źródłowych.

Zwolennicy wolności jednostki i swobody gospodarowania stawiają sobie pytanie o granice tejże wolności. Kwestia ingerencji państwa w działanie człowieka z naszego punktu widzenia wydaje się jasno zdefiniowana. Prawna jest mianowicie dobrowolna działalność lub wymiana między dwoma podmiotami, jeżeli nie ingeruje lub nie zagraża interesom osób postronnych. Każda interwencja ze strony rządu jest w tym kontekście zabroniona.

Ludwig von Mises głosił: musimy wykształcić armię wolno-rynkowców. Walka ideologiczna z przeciwnikami wolności rozgrywa się więc na płaszczyźnie propagandowej. W zasadzie zadaniem ideologów liberalizmu jest szlifowanie argumentów, szukanie dróg głoszenia Prawdy, aranżowania konfrontacji z przeciwnikami wolności. Wszystko po to, by dotrzeć do ludzi i zaszczepić im bakcyla niezależności, odpowiedzialności, roztropności. Im więcej ludzi zda sobie sprawę z absurdu naszych czasów, a może – co ważniejsze – dowie się o alternatywnej i rozsądnej koncepcji ustrojowej, tym większa szansa na odwrót socjalizmu, bądź przynajmniej na spowolnienie jego tryumfalnego pochodu.

Natomiast odnoszę wrażenie, że granica własności prywatnej i rozdziału na własność publiczną i prywatną jest kwestią jeszcze nie do końca zdefiniowaną. Dodatkowo, w państwie o silnym wpływie nauki Kościoła ludzie nabierają podejrzeń wobec daleko idącego prawa do własności prywatnej. W samych kręgach kościelnych możemy znaleźć dość silnie spolaryzowane opinie na ten temat. Sądzę, że niedookreślenie granicy między tym, co prywatne i publiczne wprowadza zanieczyszczenie do światopoglądu wielu ludzi.

Dlatego też z niepokojem obserwuję narastający spór ideologiczny pomiędzy ośrodkami liberalnymi i libertariańskimi z jednej i narodowymi z drugiej strony. Niepokojące jest to, że spór ten rozgorzał między stronami mającymi żywioł wspólny, mogący stanowić zalążek korzystnej współpracy politycznej tworzącej jakość na prawej stronie sceny politycznej. Trzon wspólny to odwołanie się obu tych nurtów do tradycji i nauki Kościoła, a wyrażający się wyraźnie w ochronie życia człowieka od momentu poczęcia czy oparciu społeczeństwa na rodzinie. Paradoksalnie główna linia podziału między tymi nurtami powstała, jak sądzę, wskutek różnej interpretacji nauki Kościoła co do prawa do wolności oraz szczególnie prawa do własności. Oba nurty uzurpują sobie prawo do noszenia miana prawicowego, ale wykluczają z niego drugi. Żywię jednak nadzieję, że istnieje platforma, na bazie której obie grupy mogłyby zorganizować się we wspólny front.

Wymagałoby to od wolno-rynkowców złagodzenia stanowiska w niektórych kwestiach ekonomicznych na rzecz mocniejszego akcentowania moralności w działalności gospodarczej – pozwoliłoby to elektoratowi nastawionemu patriotycznie na łagodniejsze spojrzenie na ich dokonania. Narodowcy z drugiej strony mogliby dać wiarę rachunkowi ekonomicznemu oraz pewnikom przedstawianym przez współczesną myśl ekonomiczną i liberalną (nie stojącą w jakikolwiek sposób w sprzeczności z zasadami chrześcijaństwa) dowodzącym wyższości własności prywatnej praktycznie w każdej sferze działalności gospodarczej. Takie stanowisko obu partii, nie dość, że odpowiadałoby nauce Kościoła w sferze własności i gospodarki, to również zaskarbiłoby sobie przychylność tej części Polaków, którzy czują potrzebę reformowania kraju, niemniej w ramach ogólnie przyjętych, zrozumiałych i akceptowanych na obecnym poziomie rozwoju kulturowego zasad.

By mogło to nastąpić, powinniśmy przyjrzeć się uważniej, co mówi Kościół w kwestii własności prywatnej i gdzie wyznacza jej granice dając pierwszeństwo państwu.

Aby przybliżyć kwestię stanowiska Kościoła do praw własności, zacytuję we fragmentach pracę arcybiskupa wileńskiego, błogosławionego Jerzego Matulewicza Chrześcijańska teoria praw własności*. Znajdziemy w niej koncepcję opartą o liczne odwołania do wcześniejszych źródeł nauki Kościoła w tej materii – Sumy teologicznej Św. Tomasza z Akwinu czy encykliki „Rerum Novarum” papieża Leona XIII. Oto co możemy przeczytać w tej pracy:

Własność ma doniosłe znaczenie w życiu ludzkim, bo [ziemia] jest podstawą naszego bytu. (…) Nie da się zaprzeczyć, że własność jest nader silną podnietą do pracy, podnoszącą jej intensywność do maksimum. (…) Własność prywatna, mówi Św. Tomasz, opierając się na Arystotelesie, nie tylko jest dozwoloną, ale i konieczną, a to z trzech względów: po 1) jest ona pobudką do pracy; 2) utrzymuje ład i porządek społeczny; 3) jest warunkiem pokoju między ludźmi. Kościół i religia zajmuje się wprost i bezpośrednio sprawą zbawienia dusz, a nie podziałem dóbr. Nie należy jednak mniemać – mówi Leon XIII w Encyklice „Rerum Novarum” – iż Kościół tak wyłącznie oddaje się uświętobliwianiu dusz, że zaniedbuje wszystko, co śmiertelne i ziemskie”. Kościół wie dobrze, że pewna obfitość dóbr potrzebna jest do wy-pływania cnoty i religii. (…) Apostołowie uznają własność jako godziwą, a karcą tylko jej nadużycia (Św. Paweł, 1, Tymoteusz 6, 18; Ew. Jakub 5,5). (…) Zapewne, jak wszystko tak i własność może dać okazje do nadużyć. Lecz nie instytucja własności temu jest winna, ale przewrotność ludzka, i nie przeciwko własności należy się zwracać, ale przeciwko jej nadużyciu. (…) Własność pobudza człowieka do pracowitości, oszczędności, przezorności, ładu, że przez nią może człowiek ujawniać miłość i miłosierdzie, prawdziwą przyjaźń, hojność i inne cnoty. (…) Jak skutek należy do przyczyny, która dała mu początek, tak samo owoc pracy sprawiedliwie przynależy temu, kto pracy dokonał” (Leon XIII). (…) Należy jednak podstawić zasadę, która by określała maksimum, zarówno prywatnej, jak i wspólnej własności. Można ją wyrazić mniej więcej w ten sposób: własność prywatna nie powinna być tak wyłączna i bezwzględna, iżby zagrażała społeczeństwu rozprzęgnięciem i rozbiciem się; a znowu własność wspólna nie może być tak wyłączna i bezwzględna, iżby zagrażała wolności jednostek i tamowała ich inicjatywę. Między tymi granicami ma miejsce ustawiczne falowanie. W społeczeństwach, w których wzrasta poczucie równości, braterstwa i solidarności, zaznacza się dążność do ograniczenia sfery własności prywatnej, a rozszerzenia własności wspólnej. Tam zaś, gdzie działalność jednostek występuje intensywniej, gdzie panuje wybujały indywidualizm, widzimy dążność odwrotną, mianowicie do odrzucenia wszelkich granic rozwoju własności prywatnej. (…) Prawowicie nabyta własność pozostaje pod gwarancją prawa przyrodzonego, które broni jej przeciw wszelkim zamachom: kradzieży, rabunkowi, oszustwu, rozmyślnemu uszkodzeniu cudzej rzeczy. Wszelka krzywda, wyrządzona w tym względzie bliźniemu, wzbroniona jest przez prawo natury i pociąga za sobą obowiązek odszkodowania po-krzywdzonego. Jednak kiedy moraliści chrześcijańscy mówią, że prawo własności jest świętym, wcale nie myślą kanonizować w całej rozciągłości obecnego stanu rzeczy, ani aprobować wszelkiej, jaka jest, własności. Nie każdy bowiem posiadacz jest prawowitym właścicielem i nie wszystko jest dobrem w obecnym ustroju gospodarczym. Religia i Kościół stoją na straży tylko prawdy i sprawiedliwości, a zwalczają zawsze wszelkie zło i nieprawość, gdziekolwiek ona się ukaże: czy to w stosunkach prywatnych, czy też w społecznych. Własność jest nietykalną, ale bynajmniej nie jest bezwzględną, niczym nie skrępowaną, wolną od obowiązków i ciężarów. (,..) Granice i obowiązki wolności zakreśla z jednej strony prawo przyrodzone, z drugiej prawo ludzkie. Jedne są moralne, jakby wewnętrzne, gdyż wynikają z samego pojęcia, z samej natury prawa własności; drugie prawne, jakby zewnętrzne, nakreślone przez zwyczaj lub wolą prawodawcy.

Przyrodzone granice i obowiązki własności dadzą się sprowadzić do następujących punktów:

1) Prawo własności nie jest prawem bezwzględnym, lecz podlega prawu sumienia. Jak we wszystkim, tak i w wykonaniu prawa własności człowiek powinien kierować się zasadami ety-ki. (…) A więc, w nabywaniu własności nie powinna chciwość być jedyną miarą zakreślającą granice; sposoby, którymi dochodzi do posiadania, winny być uczciwe. (…) Homilie Ojców Kościoła pełne są ostrych wystąpień przeciw nieuczciwym bogaczom. (…) W zarządzaniu dobrami nie wolno kierować się jedynie egoizmem i zachciankami, lecz trzeba mieć wzgląd na dobro innych. A więc nie spełnia swego obowiązku ten, kto zostawia swe pola odłogiem, obraca je w nieużytki, lub przedmiot rozrywki. (…) Nie spełnia obowiązku i ten, kto dobra otrzymane, jak ów talent, zagrzebuje w ziemię nieużytecznie, zamiast umiejętnie nimi obracając, przysporzyć dobra ogółowi, przyczynić się do wzrostu kultury. Leon XIII, papież, stosując to nie tylko do dóbr zewnętrznych ale i duchowych, powiada pięknie: „kto z łaski Bożej otrzymał większą obfitość dóbr, czy takowe odnoszą się do ciała, jako zewnętrzne, czy do duszy, na to otrzymał je, aby z nich korzystać ku udoskonaleniu własnemu, a zarazem, jako szafarz Opatrzności Boskiej, ku pożytkowi drugich. Jeżeli więc ma zdolności, niech się zbyt nie lubuje w milczeniu; jeżeli opływa w dostatkach, niechaj w czynieniu miłosierdzia nie ustawa; jeżeli posiada sztukę rządzenia, niechaj jej korzyściami dzieli się z bliźnim”.

2) Prawo własności nie jest prawem najwyższym; musi ono ustąpić przed prawem, jakie ma człowiek do życia. Gdyby ktoś się znalazł w ostatniej potrzebie, tak, że śmierć głodowa zagrażałaby jemu samemu i nigdzie nie znalazłby ani pracy, ani zmiłowania u ludzi, miałby prawo przywłaszczyć sobie z cudzej własności tyle, ile potrzeba byłoby do ocalenia siebie i swoich z głodu. Gdyby właściciel lub kto inny przeszkadzał mu w tym, dopuściłby się niesprawiedliwości…) Ciernię oddał Pan Bóg całemu rodzajowi ludzkiemu do użytku, jakkolwiek podzielona między jednostki, nie ma ona przestać służyć ogółowi” (Leon XIII, „Rerum Novarum”). (…) Kiedy idzie o produkcję, filozofa chrześcijańska chce zaprząść w jej służbę to, co jest w człowieku najsilniejszego: jego egoizm, jego interes, jego własną osobę; kiedy zaś idzie o konsumpcję, zwalcza egoizm, a podnosi wspólność przeznaczenia dóbr, przypomina, że właściciel jest szafarzem tylko, któremu powierzony został zarząd części dóbr, stworzonych dla ogólnego użytku. (…) Ojcowie Kościoła głoszą nie rewolucję, lecz cnotę. (…) Nie pobudzają ubogiego przeciw bogate-mu, ale bogatego przeciw niemu samemu, na korzyść ubogiego.

3) Własność nie jest w sobie celem tak, jak i bogactwo w ogóle, lecz środkiem mającym służyć dobru i rozwojowi jednostki, rodziny, społeczeństwa i całej ludzkości. Własność nie jest panowaniem nad dobrami gwoli używania tylko, lecz jednym z warunków, mających ułatwić człowiekowi osiągniecie celów wyższych. Biorąc dobra w posiadanie, właściciel ten samemu zaciąga pewne obowiązki względem rodziny swojej, względem służby i robotników i względem społeczeństwa. Odpowiedzialność każde-go człowieka wzrasta w stosunku do jego stanowiska i majątku.

Człowiek bogaty, już przez to samo, w jaki sposób urządza swe życie i kieruje wydatkami, wywierać może na społeczeństwo ogromny wpływ dodatni i ujemny. (…) Jedną z racji, dla której wolno człowiekowi posiadać większy zasób dóbr, między innymi jest to, że potrzebni są w społeczeństwie ludzie, którzy, będąc wolni od troski codziennej pracy na kawałek chleba, mogliby oddać się całkowicie służbie społecznej dla dobra ogółu. Etyka nie widzi nic niewłaściwego w tym, że niektórzy, żyjąc z dochodów swoich, korzystają z pracy innych, pod warunkiem wszakże, iż w zamian w jakiejkolwiek formie oddają społeczeństwu równoważne usługi. Oto, jakie są moralne granice i obowiązki własności. Obowiązki, które przedstawiłem, są obowiązkami sumienia. Znając jednak naturę człowieka, nie możemy w tych rzeczach spuszczać się na samo sumienie: nie może być ono
wystarczającym regulatorem w tym względzie. Przeto, oprócz sumienia trzeba jeszcze innego regulatora, który by stał na straży dobra ogółu. Ma nim być państwo; ono ma zakreślać zewnętrzne, prawne granice własności. (…) Według słów O. Pescha: niedobry jest ustrój państwowy, w którym dojście do jakiejkolwiek własności, wykonanie owego prawa, które każdy człowiek posiada z natury, dla większości jest niemożliwością, czczym marzeniem; niesprawiedliwy, w którym nieliczna garstka ludzi wzbogaca się i żyje kosztem ogółu; potępienia godny, który praw sprawiedliwie nabytych nie zabezpiecza należycie. W jaki sposób ma państwo spełnić to zadanie, jak ma w praktyce rozwiązać różne kwestie dotyczące własności, które czas wysuwa, wskazuje odrębna nauka, zwana polityką gospodarczą.

Cytaty pochodzą z pracy „Chrześcijańska teoria praw własności”, ks. dr Jerzy Matulewicz, Biblioteka dzieł chrześcijańskich, Kursa społeczne, Wyd. G. Gebethner i S-ka, Warszawa, 1907.

Oceń ten wpis:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *