Artykuły ekonomiczne zacząłem pisać w 2004 roku. Po dłuższej przerwie wracam do dzielenia się moimi przemyśleniami dotyczącymi kwestii gospodarczych. Oczywiście przez ten czas nie rozstałem się z ekonomią, wręcz przeciwnie. Mimo angażującej pracy zarobkowej starałem się studiować różne jej szkoły. I jak sądzę w artykułach znajdziecie drodzy Czytelnicy ewolucję moich poglądów.

Studia ekonomiczne rozpocząłem jeszcze w latach osiemdziesiątych, więc wymieniłem kurtuazyjne uprzejmości z Karolem Marksem, ale oszczędnie bardzo, wkroczyłem w ekonomię polityczną, by kończyć już w pełnym rozkwicie gospodarki kapitalistycznej. To było na studiach.

Zresztą w ich trakcie, na przełomie lat 80. i 90 wyjechałem do Wielkiej Brytanii. Tam popracowałem fizycznie, i „dzięki” denuncjacji cwanej osoby narodowości obcej zostałem złapany na pracy nielegalnej i osadzony w areszcie jej królewskiej mości (z małych liter, z premedytacją). Mając nieco czasu przed deportacją zaczytywałem się w książce „Planowany chaos” Ludwika von Misesa. Książkę tę wcześniej kupiłem w POSK’u za dwa funty. Dobra inwestycja, choć nieświadoma. Lektura ta ukształtowała moje pojmowanie ekonomii na kilkanaście lat. Zaczytywałem się w „Austriakach”. Pozwoliło mi to znacznie rozszerzyć horyzonty i postawić moją wiedzę ekonomiczną na nogach. Ta szkoła pozwoliła ugruntować moje przekonanie do gospodarki rynkowej (nie kapitalizmu! Nie mylmy tych pojęć, nie uważam za stosowne posługiwać się opisem świata ekonomii pojęciami wymyślonymi przez Marksa).

Ale szkoła austriacka nie dawała mi odpowiedzi (włącznie z nieśmiertelnym postulatem powrotu do standardu złota) na pytania podstawowe. Co jest rzeczywistą przyczyną inflacji, dlaczego państwa są zadłużone (wszystkie), i w takim razie u kogo zaciągnęły te długi? Kto jest tym wierzycielem państw, i na czym się dorobił fortuny niewyobrażalnej? Dlaczego, mimo postępu technologicznego i organizacyjnego, pracujemy coraz dłużej i ciężej? Dlaczego jedna osoba procująca w rodzinie nie jest w stanie, bez zaciągania długów, zabezpieczyć jej bytu łącznie z odłożeniem środków na starość? Niestety, rozrost aparatu państwowego i ograniczenie praw jednostki, choć oczywiście sam z siebie zły, nie jest odpowiedzią. Przynajmniej nie w zasadniczej jej części.

Wszystko sprowadza się do tego, kto, i  na jakiej zasadzie kreuje pieniądz. To pieniądz jest krwią systemu gospodarczego. Kto ją dopuszcza do systemu, lub ją odbiera, kieruje całym organizmem. Co ten organizm robi, w jakim celu i w jakich ramach moralnych, to oddzielne zagadnienie. Ale pozbawiony krwi umiera, i aby tę krew uzyskać, zrobi wszystko. Państwa tracąc władzę nad kreacją własnego pieniądza popadają w długi, a w konsekwencji albo w zubożenie, albo w trwałą zależność. I za wykonywanie zleconych zadań utrzymywane są przy życiu, zdarza się, że w dość dostatnim. Stąd mamy zadłużenie krajów tzw. Trzeciego Świata, często mimo ich wielkich bogactw naturalnych bądź wspaniałemu położeniu geograficznemu, stąd mamy konflikty, wojny, zamachy, których nikt normalny nie chce i  nie sprowokowałby ich wybuchu. Stąd mamy zamachy rządów na własne społeczeństwa, atak na rodzinę, ład społeczny i religie, podsycanie waśni.

Tak więc pieniądz jest rdzeniem wiedzy ekonomicznej. Znajomość jego natury, pochodzenia, roli jaką spełnia w życiu ludzi i w obrocie gospodarczym otworzy nam oczy i pozwoli zrozumieć bieżące jak i historyczne zdarzenia. Powoli zaczniemy składać puzzle historyczne i ukaże się nam całkiem nowy obraz świata. A stąd już krok do badań komu pieniądz służy i jakie idee ten ktoś wyznaje.

Oceń ten wpis:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *