W rankingu World Economic Forum analizującego konkurencyjność gospodarek poszczególnych krajów Polska spadła po raz kolejny na odległą pozycję. Centrum Adama Smitha informuje nas, że dzień wolności podatkowej w Polsce przypada z roku na rok na coraz odleglejszą datę. Doświadczyliśmy wzrostu napięcia inflacyjnego, w wyniku czego Rada Polityki Pieniężnej znacząco podniosła stopy procentowe. Czy zatem możliwy jest wzrost gospodarczy, gdy występują niekorzystne warunki do prowadzenia działalności gospodarczej?

Na początek przeanalizujmy, co mogło być powodem odnotowania 6-proc. wzrostu produktu krajowego brutto. Po pierwsze, wskaźnik PKB nie jest idealny i nie musi wiernie opisywać kondycji gospodarki. Wskaźnik ten został opracowany w latach 30. ubiegłego wieku przez Simona Kuznietsa, pracownika NBER (National Bureau of Economic Research, odpowiednika naszego GUS-u). Stosowany był on w czasie tzw. wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych oraz znacznie powszechniej w trakcie II wojny światowej przez większość państw uwikłanych w działania wojenne. Były to czasy agresywnego etatyzmu, a wskaźnik ten opisywał skuteczność rządów w kierowaniu gospodarką pod dyktando potrzeb militarnych. Zatem możliwość ingerowania rządu w jego wartość poprzez dokonywanie inwestycji państwowych, sterowania decyzjami gospodarczymi czy wpływania na wyniki wymiany handlowej powinna powodować rezerwę, z jaką analizujemy wskaźnik wzrostu PKB. Pełne dane za miniony okres pozwolą nam przeanalizować, w jakim stopniu wzrost gospodarczy był stymulowany działaniami rządu i wzrostem podaży pieniądza, czyli rozwiązaniami doraźnymi, a nie zdrowym mechanizmem rynkowym.

Zawsze, prócz analizy danych statystycznych, powinniśmy przyglądać się zjawiskom realnym. Mają one bowiem pierwszorzędny wpływ na producentów i konsumentów w podejmowaniu przez nich decyzji inwestycyjnych i konsumpcyjnych.

Co zatem zaszło w naszej gospodarce w ostatnim czasie, co mogło wpływać na wzrost gospodarczy? Po pierwsze obniżono podatek CIT do 19 procent. Jest to rzeczywiście posunięcie w dobrą stronę. Obniżanie opodatkowania i jego pozytywny wpływ na zwiększenie aktywności gospodarczej są zgodne zarówno z kanonem ekonomii, jak i zasadami moralnymi. Pamiętajmy jednak, że owe obniżenie CIT do 19 procent nie jest rozwiązaniem śmiałym. Nasi południowi i wschodni partnerzy zagwarantowali przedsiębiorcom w tym zakresie o wiele lepsze warunki. Równolegle z obniżeniem podatku dochodowego od osób prawnych rosły niestety obciążenia podatkiem VAT, głównie w wyniku procesu dostosowywania stawek tego podatku do standardów Unii Europejskiej. Kolejnym wydarzeniem mającym wpływ na realne zdarzenia gospodarcze było wstąpienie Polski w struktury Unii. W związku z tym wydarzeniem nastąpiły trzy zjawiska. Pierwsze to inwestycje i zakupy konsumentów dokonywane przed akcesją. Nie jestem przekonany, czy wywołane były one rzeczywistymi potrzebami, czy też czynione były w grze na zwyżkę cen. Jeżeli ten drugi aspekt faktycznie wziął górę, to wywołany nim wzrost nie był zrównoważony i trwały. Drugie zjawisko to zwiększony eksport do krajów UE. Jak podają różne ośrodki analityczne, eksport był głównym składnikiem wzrostu PKB w ostatnim czasie. Rzeczywiście otwarcie granic dla towarów i obniżanie barier celnych jest korzystne dla obu stron wymiany. Zatem proces rozszerzania rynków wymiany Polski z zagranicą powinien być kontynuowany i uwzględniać rynki obu Ameryk oraz Dalekiego Wschodu. Jak na razie, na tym obszarze, działania rządu nie wykazują zadowalających postępów i nie zanosi się, byśmy liberalizowali handel z kolejnymi krajami. Trzeci element występujący po wstąpieniu do UE to wzrost cen na niektóre towary w Polsce. Podwyżka cen, zwłaszcza artykułów żywnościowych odbiła się niekorzystnie na portfelach Polaków. Dodatkowo, podwyżka cen ropy naftowej (szkoda, że rząd nie wykorzystał tego momentu do zdecydowanej obniżki akcyzy) przyczyniła się do uszczuplenia zasobów oszczędności rodaków. Zmniejszenie portfela oszczędności przekłada się automatycznie na mniejsze możliwości inwestycyjne.

Tak w ogólnym skrócie wyglądała sytuacja gospodarcza Polski w ostatnich dwóch latach. Przyjrzyjmy się teraz czynnikom mającym wpływ na wzrost PKB.

Na wielkość produktu wpływ mają trzy składniki: nakład pracy, nakład kapitału i postęp technologiczny. Czy rzeczywiście wprowadzono jakieś przełomowe rozwiązania w tych trzech obszarach? Przyjrzyjmy się, jakie są perspektywy jego utrzymania wzrostu gospodarczego w nadchodzącym czasie.

Nakład pracy od kilku lat jest na niskim poziomie. Bezrobocie oscylujące wokół 20 proc. oraz udział ludności czynnej zawodowo w stosunku do wszystkich zdolnych do pracy kształtujący się na poziomie ok. 55,5 proc. (jedno z niższych w Europie) wskazują na rażąco błędne decyzje gospodarcze. Zrównoważony wzrost gospodarczy wyklucza istnienie takich anomalii. Powodem takiego stanu rzeczy jest nadmierne opodatkowanie pracy (PIT, ZUS), nieelastyczny kodeks pracy oraz sztuczne (nakładane przez państwo) bariery podejmowania i prowadzenia działalności gospodarczej (biurokracja, koncesje i tym podobne). W przyszłości nie zanosi się na zdecydowana poprawą warunków w tym zakresie.

Nakłady inwestycyjne są w Polsce zbyt niskie. Wprawdzie prasa donosi co jakiś czas o inwestycjach zagranicznych w Polsce, ale ich poziom jest zbyt niski w stosunku do potrzeb gospodarki. Dynamika tych inwestycji spadła zresztą w ostatnim czasie. Informacje o kolejnych inwestycjach w Polsce napawają entuzjazmem, choć wiele osób zapomina, że ich poziom pozwala w pierwszym rzędzie na odtworzenie majątku wcześniej zużytego w procesie produkcji (zamortyzowanego). Do tworzenia bogactwa potrzebne są jeszcze nakłady ponad poziom odtworzenia nakładów inwestycyjnych. Oprócz inwestycji zagranicznych powinny mieć również miejsce, a właściwie przede wszystkim, inwestycje krajowe. Te obecnie wykazują bardzo niski poziom. Powodem tego jest wciąż wysokie opodatkowanie bezpośrednie (CIT i PIT) oraz pośrednie (VAT, akcyza, opłaty za koncesje, cła, opłaty graniczne itp.). W wyniku nadmiernego opodatkowania nie pozwala się na swobodną akumulację kapitału krajowego, i tym samym masowego udziału ludności w kreowaniu wzrostu gospodarczego. Rząd poprzez nieodpowiedzialną politykę emisji papierów dłużnych zakłóca rynek finansowy. Banki, dążąc do zmniejszenia ryzyka, lokują wolne środki w gwarantowane i wysoko oprocentowane rządowe papiery skarbowe.

W wyniku tego zjawiska kredyt dla przedsiębiorców staje się drogi i trudno dostępny. Sytuację pogarszają wydatki rządowe finansowane deficytem budżetowym.

Większość polityków i ekonomistów upatruje szans rozwojowych Polski w funduszach europejskich. Pierwsze informacje sugerują, że w 2004 uzyskamy z Unii Europejskiej 1 miliard euro netto. Dane te zweryfikujemy dopiero pod koniec roku. Należy podkreślić jednak, że dotacje nie posiadają atrybutów kapitału. Różnice między kapitałem a dotacją są zasadnicze. Po pierwsze kapitał pochodzi z kieszeni prywatnych inwestorów. Wydatki kapitałowe analizowane są pod katem zysku, inwestycje dokonywane są w przedsięwzięcia najzyskowniejsze (czyli najpotrzebniejsze), a jakiekolwiek błędy inwestycyjne korygowane są na bieżąco. Takie podejście zapewnia maksymalizowanie efektywności wykorzystania majątku. Natomiast przyznanie jakiejkolwiek dotacji, w tym i z Unii Europejskiej, uzależnione jest w dużej mierze od czynników pozaekonomicznych, takich jak wielkość przedsiębiorstwa, branża i region, w których dane przedsiębiorstwo działa, rodzaj działalności, cel wykorzystania tychże środków, areał upraw, rodzaj upraw, i tym podobne. Przekazanie środków finansowych jest zatem uzależnione od czynników pozaekonomicznych, często uznaniowych. Dodatkowo droga od źródła finansowania do odbiorcy wydłuża się poprzez zaangażowanie podmiotów pośredniczących. W przypadku dotacji brak jest również rzetelnej analizy finansowej wykorzystania środków. Wszystkie te czynniki powodują, że dotacje są znacznie mniej efektywne od prywatnych nakładów inwestycyjnych oraz powodują alokację środków niezgodną z potrzebami rynku. Nie należy więc stawiać znaku równości między kapitałem i dotacją, i tym samym oczekiwać podobnych efektów gospodarczych. W tym świetle nadzieje pokładane w dotacjach z funduszy europejskich uważam za nieuzasadnione i zbyt optymistyczne.

Trzecim z czynników wpływających na poziom produktu jest postęp technologiczny. Składają się na niego zastosowane technologie (nowe maszyny, oprogramowanie, narzędzia komunikacji), a także organizacja pracy czy przedsiębiorczość. Dzięki niemu wzrasta wydajność pracy. Czynnik ten odgrywał od początku lat 90. istotną rolę we wzroście gospodarczym, niemniej trudno zgodzić się z tezą, że w latach 2003/2004 stanowił on kluczowy, prowzrostowy składnik wskaźnika PKB. W codziennych rozmowach drobnych przedsiębiorców przeważają opinie wskazujące na zastój gospodarczy i klimat przeczekania „ciężkich czasów”.

W ostatnich 2-3 latach mieliśmy zatem do czynienia ze wzrostem gospodarczym wywołanym czynnikami mającymi swoje źródło w przedsięwzięciach stymulowanych przez politykę rządową. Nie ma to niestety nic wspólnego z rzeczywistym, trwałym i budowanym przez wolną przedsiębiorczość bogactwie.

Podsumowując, według mojej analizy, nie występują w gospodarce trwałe, realne zmiany warunków gospodarowania. Przyczyna takiego stanu rzeczy leży oczywiście po stronie rządu (jak w większości przypadków), tj. jego etatystycznego i redystrybucyjnego charakteru oraz braku przekazania faktycznej władzy ludziom nad ich zarobionymi pieniędzmi. Przedsiębiorcy są cały czas gotowi po raz kolejny podjąć ryzyko inwestycyjne. Czekają jedynie na faktyczne i permanentne poluzowanie karbów. Rządu SLD-UP na taki gest stać nie jest. Zobaczymy co przyniosą nam najbliższe wybory parlamentarne.

Jacek Matulewicz

Oceń ten wpis:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *